piątek, 19 września 2014

Zabójcza opowieść.

Żyła sobię pewna dziewczynka o imieniu Marcelinka.
Miała mamusie i tatusia, była bardziej podobna do mamy, miała zielone oczy i brązowe włosy, tak samo wyglądała mama, a tata był szczupłym umięśnionym brunetem o czarno głębokich oczach.
Były 13 urodziny Marcelinki, dziewczynka nie była już taka dziecinna więc można powiedzieć, że była już dziewczyną.
Mama pojechała po ciasto, bo tata chciał jeszcze sobie odpocząć, a Marcelina szykowała się na bustwo.
Jubilatka z tatą siedzieli w kuchni i patrzeli na zegarek, minęło 30 minut i nic, minęła godzina i nic, minęło półtorej godziny i nic a pojechała TYLKO PO CIASTO. Tata miał już dzwonić gdy nagle na ekranie jego telefonu wyświetlił się numer jego żony szybko odebrał, zaraz po tym zamarł, był cały biały, trzęsł się, łzy powoli leciały mu z oczu a jego córka wołała: Tatusiu co się stało !
Po piętnastu minutach powiedział, że mamusia miała wypadek i nie żyje, zginęła na miejscu, wjechał w nią tir, najprawdopodonie nie zauważył jej. Cała rodzina pogrążyła się w smutku, ojciec Marceliny uważał, że to jego wina, mógł on pojechać.
Minęło 4 lata od wypadku. Tata Marceliny pan Adam, zaczął myśleć inaczej, że to przez Marcelke, mogła nie życzyć sobię tortu.
Podszedł do niej, ona tym czasem szykowała się na wyjscie ze znajomymi. Zdjął pasek i zaczął ją bić, niczym biczem i wołał: Twoja wina!! To twoja wina !
Dziewczyna miała wiele głębokich ran, wzięła coś z biurka i rzuciła w tate, był to kubek. Marcela zdążyła uciec, pobiegła do Bartka, jej chłopak. Poszła z nim spowrotem po rzeczy, ponieważ chciała się wyprowadzić. Gdy weszła, zamurowało ją, jej ojciec leżał w kałuży krwi z pistoletem w ręcę. Domyślicie się co było dalej. Psycholog uwaza, że Marcelina była zbyt podobna do matki i pan Adam nie mógł tego znosić psychicznie, był poprostu chory.
Bartek i dziewczyna wzięli śłub, ona nie chodzi na grób ojca, ale na matki co jej urodziny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz