środa, 10 września 2014

Powitanie, pierwsza krew i podjerzenia.

Witam Was wszystkich będę się podpisywała ,, Candle '' ponieważ chcę zostać anonimowa, mam nadzieję, że to uszanujecie. Posty na blogu nie mają konkretnych dni dodania, będą jak będę miała czas. Ostatnio tego czasu mam mało nauka, ból itd. To była część powitalna a teraz przejdziemy do pierwszej krwi i podjerzenia.
Dnia 7 Września 2014 roku, o godzinie około 18, pierwszy raz żyletka musnęła moją rękę, postanowiłam zrobić jedną kreskę, na sam początek dla mnie starczyło, poza tym, właśnie miałam się spotkać z Natalią a rana całkiem mocno krwawiła.
Teraz podjerzenia, dwa dni przed pierwszą kreską postanowiłam to zrobić, wzięłam pudełko, wyjęłam żyletkę, lecz szybko ją schowałam, ponieważ przestraszyłam się jej wielkości, zaczęłam się złowieszczo śmiać sama z siebie. ,,Gówniara chce się pociąć a się boi.''
Dzień później chciałam to zrobić, lecz łazienka była zajęta.
Trzeciego dnia, to była już moja decyzja, sądzę, że Bóg dwa razy mnie uchronił od tego, a za trzecim razem pozwolił mi zadecydować, zrobiłam to. Bałam się ? Nie, śmiałam :) Śmiałam się sama z siebie, ocierałam strumyki krwi, nie bałam się, może na początku powiedziałam do siebie:
-Ku*wa co ja robie !
Lecz później, zobaczyłam, że dam radę zapanować nad sytułacją, przetarłam krew 3 razy i wyszłam. Rana jest cały czas widoczna, czuję, że Bóg nade mną czuwa, pozwolił mi to zrobić, bo wie, że nie zrobie sobie krzywdy. To chyba na tyle, dzięki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz